†
if you know what i mean
jestem tak cholernie smutna. nawet nie wiem dokładnie czemu, dawniej miałam swoje humory, bo już tak mam i koniec, ale teraz to nieprzerwany ciąg totalnie złego samopoczucia. nie wiem o czym mam rozmawiać z ludźmi i czuje, że niektóre znajomości się rozpadają. o ile dobrze jest mi z samotnością kiedy leżę sobie w łóżku z laptopem i moim jedynym zajęciem jest oglądanie cudzych blogów, o tyle w końcu to zaczyna przeszkadzać i ma się dość laptopa i blogów i leżenia i bycia cieniem. wszyscy idą w swoim kierunku, a ja zostaję gdzieś w swojej krainie wyobraźni i samotności. nie wiem czy mam zacząć udawać kogoś innego, żeby w miare ułożyć sobie życie czy kontynuować bycie zalęknioną sobą. boże, dla mnie nawet załatwienie czegoś w sekretariacie to problem. boje sie patrzeć ludziom w oczy kiedy z nimi rozmawiam. boje sie wszystkiego. czuje, że jak nic nie zrobie to zostane całkowicie sama. MUSZE COŚ ZROBIĆ. nie mam na to ochoty i najchętniej siedziałabym w domu nie tydzień, ale miesiąc, ale jeśli to sie nie zmieni i dalej będę tak beznadziejnie zamknięta na wszystko i wszystkich nic nigdy sie nie zmieni.